Sztywne przepisy importowe w Chile i dlaczego należy się ich wystrzegać


„Orzeszki ziemne, migdały, mieszanka szlaków?” Kobieta mrucząca to coraz głośniej za mną, przeszkadza mi. Po nocnym locie z JFK („dom”) do SCL (bazy macierzystej) Santiago, jestem na autopilocie.

Idę korytarzem z ponadczasowym, pozbawionym miejsca dywanem lotniskowym, jadę schodami ruchomymi w dół obok stanowiska wzajemności, przemykam przez międzynarodową policję, zakładam rolety w sklepie wolnocłowym, przez który musimy przejść, podnoszę wózek i mój bagaż i słyszę to znowu - „orzeszki ziemne, mieszanka migdałów”. Czego w ogóle chce ta kobieta?


Więc odwracam się, żeby ją zapytać.

„Perdón?” Pytam.

„Czy masz jakieś produkty spożywcze?”

„Tak” - odpowiadam.

- A czy je zadeklarowałeś?

„Tak” - powtarzam. Zadowolona prowadzi mnie obok pojemników na śmieci w kształcie jabłka i stołów zaśmieconych wydrukowanymi ostrzeżeniami firmy SAG (Servicio Agricola y Ganadero), wzywającymi gości do zgłaszania produktów roślinnych i zwierzęcych. Złapanie zakazanych przedmiotów (które mogą obejmować rękodzieło) może skutkować nałożeniem grzywny od 100 000 CLP (około 200 USD). Drogie połączenie szlaków.

Chile to chuda fasolka szparagowa kraju oddzielonego od reszty półkuli najbardziej suchą pustynią świata na północy, drugim co do wysokości łańcuchem górskim na wschodzie i gigantycznym wybrzeżem na południu i zachodzie. To także potęga rolnicza.

Wiele z jej najważniejszych produktów eksportowych to produkty rolne, takie jak wino i winogrona stołowe, które rosną w szeregu dolin rozciągających się około 1150 kilometrów od Coquimbo na północy do Temuco na południu. Jest absolutnie uzasadnione, że Chile chce chronić swoje zasoby naturalne oraz rodzimą florę i faunę.

Ale dla podróżnika ta postawa obronna może zamienić przekraczanie granicy w zaskakującą grę polegającą na sprawdzaniu artykułów spożywczych (i niejadalnych), a czy nie chciałbyś-zapłacić-karę?


Kiedy pierwszy raz ktoś zapytał mnie o zawartość mojej torby, wracałem do Chile z Mendozy (Argentyna), a rozmowa przebiegała tak:

Urzędnik SAG: Masz czekoladę.

Mnie; Nie, nie wiem.

Urzędnik SAG: Tak, masz czekoladę.

Ja: Nie, nie mam.

Urzędnik SAG: Czy pojechałeś do Bariloche (Argentyna)?

Ja tak. O! MAM czekoladę.

Bariloche słynie z czekolady. Przynosiłem trochę z powrotem dla przyjaciół i zapomniałem, że jest w mojej torbie. Czekolada jest dozwolona, ​​ale ma zakazany wygląd sera na aparacie rentgenowskim, więc dla chichotu musiałem rozpiąć torby i rozwinąć brudne ubrania, aby wyświetlić pudełko czekoladek, z przeprosinami dla moich przyjaciół, którzy teraz wiedzą jedli „czekoladę do prania”.

Ser nie jest w porządku. Nie jest też jogurt, żaden produkt z mleka hodowlanego, nic, co jest lub mogłoby być zinterpretowane jako nasiona lub roślina strączkowa (w tym, niestety, torebka surowych orzechów pekan, którą kiedyś próbowałem importować). Orzechy muszą być suszone, solone, konserwowane i miejmy nadzieję, że dobrze zapakowane.

Mięso surowe, wędzone lub przerobione na kiełbasę jest niedopuszczalne. Miód jest zabroniony, więc myślę, że był to brązowy chleb, który pewnego dnia widziałem Niemkę niechętnie rozstającą się. Może miał w sobie nasiona, a może to był czosnek.

Bo niebiosa do Mergatroida, jeśli przypadkowo zaimportujesz czosnek, dojdzie do międzynarodowego skandalu przemytniczego czosnku. Powinienem wiedzieć, ponieważ jestem stroną obrażającą.


To nie było tak dawno temu. Trochę wędrowałem po Ziemi Ognistej, gdzie granica Chile-Argentyna zygzakowata zgodnie z traktatem, w którym pośredniczył papież Jan Paweł II. Przejścia graniczne były starym kapeluszem, a ja już dawno nauczyłem się spożywać świeżą żywność i pakować tylko suche podczas powrotu do Chile (Argentyna wydaje się nie bronić swoich granic tak wytrwale).

Kiedy więc urzędnik państwowy zapytał mnie: „Co jest w torbie?” Z dumą odpowiedziałem „jedzenie”, myśląc o kakao i mleku w proszku, cukrze i mate.

Poprosił mnie, żebym rozpakował torebkę z jedzeniem, a ja to zrobiłem, po czym zanurzył rękę na dnie i dumnie wyjął pojedynczy ząbek czosnku, jak czarodziej wyciągający królika z kapelusza.

"I to?" Powiedział.

„To czosnek” - odpowiedziałem.

Problem polegał na tym, że bez przypomnienia o „orzeszkach ziemnych, migdałach, mieszance szlaku” nie deklarowałem produktów spożywczych i dlatego popełniłem krzywoprzysięstwo SAG, zupełnie przypadkowo (i chciałbym w mojej obronie zgłosić, że czosnek nie został zakupiony w Chile tydzień wcześniej).

Rezultatem tego był wykład, który polegał na konieczności podpisania się na formularzu samokopiującym (w trzech egzemplarzach) potwierdzającym mój status nielegalnego przewoźnika produktów roślinnych, wypełnieniu nowego formularza zgłoszenia celnego i uśmiechnięciu się nieśmiało do pełnego autobusu. podróżnych, których przejazd z punktu A do punktu BI był znacznie bardziej czasochłonny.

A teraz jestem zarejestrowany jako długość kraju dla mojego błędu klasyfikacyjnego (okazuje się, że czosnek to świeży, a nie suchy pokarm). I chociaż nie zostałem ukarany grzywną, ty, drogi podróżniku, możesz nie mieć tyle szczęścia.

Tak więc moje przeżyte słowa przestrogi dla podróżnych przybywających do Chile: zadeklaruj wszystko, co mogło kiedyś być żywe. Oszczędź sobie gotówki, irytacji, wstydu. I na pamiątkę weź fajną zakładkę. SAG tego chce.


Obejrzyj wideo: Przygotowanie i wysyłka deklaracji eksportowych, uzyskanie potwierdzenia wywozu IE599


Poprzedni Artykuł

Dzień z życia emigranta w Surabaya w Indonezji

Następny Artykuł

Dzwonienie do Chin z telefonu komórkowego za pomocą Gmaila