Co się gubi


Wełna zgrzebna Doña Ludi. Zdjęcie: Ibis Alonso

Rodzina Faustino Ruiza od szesnastu pokoleń tka wełniane dywany w Teotitlan del Valle w stanie Oaxaca.

Jego dziadek załadował dywany na swojego osiołka i sprzedawał je w najzimniejszych częściach gór, gdzie utrzymywały ciepło podłogi. Dziś Faustino i jego żona Ludivina sprzedają swoje dywany turystom, którzy wieszają je na ścianach.

Ale dla każdego, kto zajmował się handlem turystycznym w Oaxaca w ciągu ostatnich kilku lat, było to jedno po drugim. Don Faustino liczy na palcach: strajki nauczycieli w Oaxaca w 2006 i 2008 r., Spowolnienie gospodarcze w USA, niedawne przesadzone media o przemocy narkotykowej na granicy, która odstrasza turystów z całego Meksyku, a teraz panika świńskiej grypy.

Teotitlan del Valle nigdy nie jest dziko ruchliwym miejscem, ale w tym tygodniu było zupełnie cicho.

Don Faustino demonstruje, kiedy biznes był lepszy. Zdjęcie: Ibis Alonso

Kosze nagietków, indygo, mchu, granatów i koszenili, których Don Faustino i Doña Ludi używają do swoich pokazów naturalnych barwników, są przypadkowo wepchnięte pod kołowrotek, zamiast artystycznie ustawiać przed nim w oczekiwaniu na gości.

Drewniany stół, na którym zwykle wystawiane są mniejsze dywany, przez cały tydzień stał nagi na środku sali wystawowej. Wybraliśmy go na nasze pierwsze lekcje angielskiego w poniedziałek i od tamtej pory nie był potrzebny do jego zwykłych obowiązków.

Doña Ludi ma nieco inny pogląd na malejącą podaż klientów niż jej mąż. Mówi mi, że ludzie po prostu nie kupują już rzeczy dla urody, a jeśli potrzebują czegoś do utrzymania ciepła podłogi, kupują tani, masowo produkowany dywan w Sam’s Club lub Home Depot.

Jej synowie w wieku 13 i 17 lat wiedzą, jak ścinać owce, farbować wełnę i tkać dywany, ale podejrzewa, że ​​po ukończeniu szkoły będą musieli znaleźć inny sposób na życie.

Don Faustino i Doña Ludi od lat potrafią zarabiać na życie, kontynuować wielopokoleniową rodzinną tradycję, stworzyć od podstaw coś pięknego i - przynajmniej potencjalnie - użytecznego, nie krzywdząc nikogo ani niczego w tym procesie.

Czy to niemożliwe, aby mieć nadzieję?

Zdjęcie: Ibis Alonso

Doña Ludi mówi mi, że ona i jej mąż prawdopodobnie nigdy nie pojadą do USA, chociaż niektórzy ich krewni to zrobili. „Myślę, że byśmy się tam zgubili” - mówi - nie lekceważąco, ale rzeczowo. Ale nie jest pewna, jak sobie z tym poradzą, tkając piękne dywany, których nikt nie kupuje.

Zaplanowałem nasze lekcje angielskiego wokół ich pracy - nauczyli się mówić „owca”, „dywanik”, „nagietek”, używając całego odpowiedniego słownictwa. Już teraz oprowadzają mnie po angielsku: „To jest owca!” mówią mi, kiedy wspinamy się na tylne wzgórze do zagrody. „To są robaki!” trzymając kosz koszenili.

Po zajęciach macham z zakurzonej krawędzi cichej drogi i mam nadzieję, że niedługo będą mogli używać swojego zupełnie nowego angielskiego z kimś innym niż ja. Że znajdą sposób na kontynuację.

A poza tym, mówię sobie, przynajmniej dobrze się bawimy - i to powinno nam wszystkim dobrze pomóc w tych dniach, kiedy zbyt łatwo jest być smutnym z powodu wszystkiego, co zostało utracone.

Połączenie społeczne

Jakim innym tradycjom grozi utrata na całym świecie? Co możemy z tym zrobić? Podziel się swoimi spostrzeżeniami i pomysłami w komentarzach poniżej.


Obejrzyj wideo: SUPA STRIKAS Po Polsku. Potrójne zagrożenie. Odcinek 19. Piłkarskie Rozgrywki


Poprzedni Artykuł

7 powodów, dla których warto studiować za granicą w Hongkongu

Następny Artykuł

Recenzja książki: Wanderlust and Lipstick dla kobiet podróżujących do Indii